konferencje - konf. BHP

W konferencjach, a właściwie kursach dla załogi naszego zakładu, uczestniczyłem bardzo często. Nazywało się to u naszego dyrektorstwa konferencje, a tak naprawdę były to zwyczajne szkolenia dla pracowników. Na tablicy naszego działu, który zajmował się kadrami, sprawami socjalnymi oraz bezpieczeństwem i higieną pracy, wisiała nawet stała informacja pod tytułem
konferencje. Nasze chłopaki przynajmniej raz w roku jeździli ze mną na te wycieczki. A jak to inaczej nazwać, jak nie 2,3 dniową wycieczką, której głównym celem było chlanie. To proszę Państwa prawdziwie dantejskie sceny w tych ośrodkach ściany widziały. Te nasz chłopy jak zerwane z łańcucha, umiaru na pewno nie mają. Znajdowało się nieraz kilku młodych, którzy zawodnikami dobrymi nie byli, albo takich, co to w ogóle kieliszka nie tykają, ale tych to się nie liczy. Błąd statystyczny. W konferencji było zazwyczaj tylko około 2-3 godzin luźnej pogadanki na sprawy behapowskie, a potem już tylko program rozrywkowy. Chociaż sam za kołnierz nie wylewam, to jak miałem jechać na tę wycieczkę, od razu mnie bolała głowa.
Inne z tej kategorii